Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button
 

Proces załogi KL Auschwitz-Birkenau w Krakowie w 1947 r. część X.


 Egzekucja zbrodniarzy

Walka o życie

       Wyrok na zbrodniarzy hitlerowskich z obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau sądzonych przed Najwyższym Trybunałem Narodowym w Krakowie  wydany został 22 grudnia 1947 r. Dwudziestu trzech skazanych zostało na karę śmierci1. Wyrok ogłoszony został o godzinie 9.00. Odczytywanie jego sentencji i uzasadnienia trwało prawie cały dzień,  ale jeszcze tego samego dnia I Prokurator NTN Stefan Kurowski skierował pismo do Prokuratora Sądu Okręgowego w Krakowie dra Mieczysława Szewczyka w którym m. in. pisał:

      W związku z treścią ogłoszonego w dniu dzisiejszym przez NTN wyroku w sprawie przeciwko 40-tu członkom załogi obozu
         koncentracyjnego w Oświęcimiu, w wypadku, gdyby Obywatel Prezydent Rzeczypospolitej nie skorzystał w stosunku do
         skazanych z przysługującego mu prawa łaski – zlecam Obywatelowi wykonanie powyższego wyroku.

      Odręczna adnotacja na tym piśmie informuje: Doręczyłem osobiście 22.XII.1947 r.  Wszyscy skazani na śmierć i ich adwokaci złożyli 24  i 27 grudnia 1947 r.  do Prezydenta Bieruta prośby o ułaskawienie i z niepokojem oczekiwali na wiadomość o decyzji prezydenta.  Pisma obrońców z urzędu miały charakter czysto formalny, np. adwokat Stanisław Rymar pisał:

        Najdostojniejszy Obywatelu Prezydencie.

        Wyrokiem Najwyższego Trybunału Narodowego  z  dnia 22 grudnia 1947 r. skazani zostali

        Karl Ernst Möckel

        Marie Mandel

        Franz Xawer Kraus

        Paul Szczurek

        Herbert Paweł Ludwig

        na karę śmierci

        Wykonując życzenie skazanych jako ich obrońca z urzędu proszę Najdostojniejszego Obywatela Prezydenta Rzeczypospolitej
        o skorzystanie w stosunku do w/w skazanych z prawa łaski

                                                  Za skazanych

                                               Obrońca z urzędu


    Wszyscy skazani uważali, że są niewinni i zrzucali odpowiedzialność na swoich zwierzchników, głównie na Rudolfa Hőssa. Prośba Maksymiliana Grabnera o łaskę liczyła aż siedem stron tekstu. Prośby Hansa Aumeiera i Artura Liebehenschla  były jednostronicowe. Niewinna była też Maria Mandel. Z jej dwustronicowej prośby o łaskę wynika, że winni byli tylko lekarze Clauberg i Schumann, którzy wybierali więźniarki do eksperymentów lekarskich, a jej udział sprowadzał się tylko do utrzymywania porządku. Nie posiadała psów, nie nosiła pejcza. Pewnie chodzi o zupełnie inną osobę. Przez wzgląd na swojego starego ojca prosi o darowanie jej życia.

Decyzja prezydenta Bieruta

     Prezydent Bolesław Bierut skorzystał z przysługującego mu prawa łaski tylko w stosunku do dwóch skazanych; lekarza SS dr Johanna Kremera i Artura Breitwiesera. Tak się złożyło, że pierwszy był najstarszym spośród 23 skazanych na śmierć,  a drugi  - najmłodszym2. Wnioski pozostałych skazanych i ich obrońców odrzucił. Decyzję podjął zapewne 12 lub 13 stycznia 1948 r.  Pismo Nadzoru Sądowego Ministerstwa Sprawiedliwości  z 13 stycznia 1948 r. zn. N.S. IV. 75/48 skierowane do Najwyższego Trybunału Narodowego w Krakowie, podpisane zostało przez kierownika Nadzoru Sadowego Z. Kapitaniaka. Warto poznać treść tego rodzaju pism.


   
 Rzeczypospolita Polska                                                                                                                 Warszawa 13.I.1948 r.

      Ministerstwo Sprawiedliwości
      Nadzór Sądowy
      N.S. – IV 75/48                                                         Do
                                                                                        Najwyższego Trybunału Narodowego
                                                                                        w Krakowie

      Minister Sprawiedliwości zawiadamia, że Obywatel Prezydent Rzeczypospolitej nie skorzystał z przysługującego mu prawa łaski w
      stosunku do: LIEBEHENSCHLA Artura, GRABNERA Maksymiliana, AUMEIERA Hansa, MOECKLA Carla, MANDL Marii, KRAUSA
      Xawera, MUHSFELDA Ericha, KIRCHNERA Hermanna,, JOSTENA, Heinricha,  GEHRINGA  Wilhelma,,  MULLERA Kurta,  PLAGGE
      Ludwika, LAETSCHA Otto, BUNTROCKA Fritza , BOGUSCHA Augusta , GOETZE Paula , SZCZURKA Pawła, BRANDL Teresy, 
      KOLLMERA  Józefa,, LUDWIGA Herberta , SCHUMACHERA Hansa. Skorzystał zaś z przysługującego mu prawa łaski w stosunku do KREMERA Johana Paulsa i BREITWIESERA Artura, skazanych wyrokiem Najwyższego Trybunału Narodowego z 22.XII.1947 r. na karę śmierci – zamieniając karę śmierci skazanemu Kremerowi Johanowi i Breitwieserowi Arturowi na więzienia dożywotnie. Akta sprawy nr NTN 5/47 zwraca się
                                                                                                      Z polecenia Ministra
                                                                                               Kierownik Nadzoru Sądowego
                                                                                                           Z. Kapitaniak
Zał akta 12 tomów i 5 zał.

      Nazwiska skazanych, których prośby o łaskę Prezydent Bierut odrzucił, a także tych których prośby uwzględnił musiały być napisane dużymi literami, aby w ten sposób wykluczyć możliwość pomyłki. W tym przypadku pomyłek w nazwiskach nie było, natomiast  pomyłki literowe w nazwiskach pojawiły się w innych przypadkach jak np. w przypadku skazanych na śmierć mężczyzn i kobiet z załogi KL Stutthof wyrokiem Specjalnego Sądu Karnego w Gdańsku 31 maja 1946 r., którzy później zostali publicznie powieszeni
w Gdańsku3.

Zainteresowanie prasy polskiej i zagranicznej egzekucją
      Zainteresowanie egzekucją zbrodniarzy z KL Auschwitz-Birkenau było duże nie tylko
w Polsce. Tego samego dnia 13 stycznia 1948 r. Larry Allen, szef Biura amerykańskiej agencji prasowej „The Associated Press” w Warszawie, który  od jesieni 1947 r. śledził przebieg procesu krakowskiego, zwrócił się do  I Prokuratora NTN Stefana Kurowskiego
z pismem o następującej treści:

      Byłbym bardzo wdzięczny za uprzejme poinformowanie mnie listownie, kiedy zostaną wykonane wyroki, które zapadły w procesie
        oświęcimskim w Krakowie i gdzie? Czy któryś ze skazanych na śmierć Niemców zwrócił się z podaniem o łaskę do Prezydenta
        wobec niemożności odwołania się od wyroku NTN? Dziękując z góry za wyrządzoną mi grzeczność pozostaję z szacunkiem.
                                                                                                                                                      Larry Allen
                                                                                                                                    Szef Biura „The Associated Press”

    Poranny brytyjski dziennik konserwatywno-liberalny „The Daily Telegraph and Morning Post”, tzw. penny press (gazeta za grosik), nie czekając na informację od tej agencji, która cztery razy dziennie wysyłała w świat najświeższe serwisy informacyjne, zawierające 10 000 codziennych informacji bieżących tłumaczonych z języka angielskiego na hiszpański, niemiecki, francuski, niderlandzki i szwedzki,  zamieścił 14 stycznia 1948 r. nieprawdziwą informację pt. German Executed. Oto jej treść:

       German Executed – Two women were among 23 German SS 0fficers from Auschwitz concentration camp executed in Krakow. Poland
       for crimes against humanity

     Larry Allen otrzymał 15 stycznia 1948 r. odpowiedź od I Prokuratora Kurowskiego, że wyrok zostanie wykonany w najbliższych dniach4.  Podobnej treści informacja pojawiła się dwa dni później 17 stycznia 1948 r. w sobotnim numerze 17 (1045) Trybuny Robotniczej w artykule pt. „21 niemieckich zbrodniarzy z Oświęcimia zawiśnie na szubienicy” informowała:

     23 zbrodniarzy z załogi obozu oświęcimskiego skazanych na śmierć przez Najwyższy Trybunał Narodowy złożyło podanie do
      Prezydenta RP o łaskę. Prezydent RP skorzystał z prawa łaski w stosunku do dwóch skazanych do Johanna Paula Kremera i Artura
      Johanna Breitwiesera, którym zamienił karę śmierci na dożywotnie więzienie. Na szubienicy zawiśnie więc 21skazanych zbrodniarzy,
      a mianowicie: Artur Liebehenchel, Maksymilian Grabner, Hans Aumeier, Carl Moeckel, Maria Mandel, Xawer Kraus. Erich Muhsfeldt,
      Kirchner, Josten, Gehring, Muller, Plagge, Laetsch, Buntrock, Bogusch, Paul Goetze, Szczurek, Teresa Brandl, Kollmer, Ludwig,
      Schumacher.

     Tej samej treści informację przedrukowało później „Życie Warszawy” i kilka innych gazet. Skoro prasa  już w połowie stycznia 1948 r. wiedziała, że Prezydent nie skorzystał
z przysługującego mu prawa łaski w stosunku do 21 zbrodniarzy z personelu obozu Auschwitz to można zapytać dlaczego tak długo – prawie 9 dni - zwlekano z wykonaniem wyroku, który powinien być wykonany w ciągu najbliższych kilku dni. Odpowiedź wydawałaby się prosta, gdyby pismo z Nadzoru Sądowego Ministerstwa Sprawiedliwości trafiło do Prokuratora Sądu Okręgowego w Krakowie w piątek 16 albo w sobotę 17 stycznia 1948 r.  Jeśli bowiem wyroki śmierci wykonywano w soboty, to powieszenie skazańców byłoby możliwe dopiero w sobotę 24 stycznia 1948 r. 
      Mogło tak rzeczywiście być, ponieważ w/w pismo z Nadzoru Sądowego MS z Warszawy adresowane było do  Najwyższego Trybunału Narodowego, a dopiero tam  przeadresowane do  prokuratora Sądu Okręgowego w Krakowie.
      Sprawa doręczenia tego pisma  nie jest jednak do końca wyjaśniona. Dopiero po egzekucji prokurator Sądu Okręgowego w Krakowie informując Ministerstwo Sprawiedliwości
o wykonaniu wyroku, wyjaśnia także,  że pismo Nadzoru Sądowego MS z 13 stycznia 1948 r. otrzymał 22 stycznia 1948 r. czyli w czwartek, dwa dni przed wykonaniem wyroku
i podaje godzinę doręczenia mu tego pisma – 14.30.
      To oczywiste tłumaczenie się prokuratora z przewlekłości postępowania jest dosyć wymowne. Można z tego wnosić, że Ministerstwo Sprawiedliwości żądało wyjaśnienia tej sprawy. Może wpłynęły na to naciski prasy albo opinii publicznej, polskiej czy zagranicznej która oczekiwała, że sprawiedliwości szybko stanie się zadość. Interwencja Larry Allena potwierdza, że zainteresowanie egzekucją zbrodniarzy było duże, podobnie jak dwa lata wcześniej w przypadku egzekucji „bestii” z Belsen, osądzonych w strefie brytyjskiej okupowanych Niemiec, w słynnym procesie 40 członków załogi obozu koncentracyjnego
w Belsen5.
      Jeśli istotnie doręczono Prokuratorowi w/w pismo z 13 stycznia 1948 r. dopiero
w czwartek 22 stycznia, to miał on zaledwie jeden dzień 23 stycznia na podjęcie wszystkich czynności zmierzających do wykonania wyroku śmierci na 21 zbrodniarzach z KL Auschwitz-Birkenau.

 

Niemieccy oprawcy w celach śmierci
    
Egzekucja miała odbyć się na terenie więzienia przy ul. Montelupich. Trudno dzisiaj dokładnie wskazać cele śmierci, w których skazańcy przebywali w ostatnich dniach przed egzekucją jak również miejsce, w którym 21 katów oświęcimskich powieszono. Nie wiemy także dokładnie kiedy ich w tych celach umieszczono. Wiadomo tylko, że cele te mieściły się w budynku centralnym. Budynek ten posiada dwa skrzydła, zbiegające się pod kątem rozwartym. Jedno z nich miało 62 metry długości, drugie 64 m.
     Pan Eugeniusz Zawada, który był naczelnikiem tego Aresztu Śledczego w latach 70-tych XX wieku twierdzi6, że po wojnie dobudowano trzecie piętro w tym budynku i tam właśnie znajdowały się wspomniane cele śmierci, w których przebywali hitlerowscy ludobójcy przed śmiercią. Niektóre cele były pojedyncze, inne podwójne lub potrójne, przeznaczone dla mężczyzn i kobiet.  Do jednej z tych cel dostała się więźniarka polityczna Stanisława Rachwałowa, której wspomnienia cytowałem już wcześniej. Pisze ona:

      Tak się stało, że wyrok, który otrzymałam brzmiał: kara śmierci. Powędrowałam na inne, wyższe piętro i oczekiwałam w samotności
      na łaskę lub śmierć. A obok mnie znów były Mandel i Brandl i też czekały. Słyszałam co dzień, jak Mandel meldowała po polsku stan
      celi; mówiła wolno, dokładnie i poprawnie. Raz spotkałam na korytarzu Maksymiliana Grabnera, szefa Politische Abteilung
      w Oświęcimiu. Zbrodniarz ten,  jak sam się przyznał, miał na swym koncie milion wyroków śmierci. Był niepozorny, mały, zupełnie
      zagubiony, z nieludzkim przerażeniem w oczach. I on znów, ten straszny, wielki, potężny Grabner oświęcimski, trzęsący obozem
      i załogą, był  inny, teraz się bał,  trząsł się ze strachu i budził już tylko niesmak i pogardę7.

     Potwierdza więc, że cele śmierci znajdowały się na wyższym piętrze budynku centralnego. Było to piętro najwyższe jakie wówczas w tym budynku istniało, a więc piętro trzecie. Wskazuje to miejsce także inny więzień, sądzony za zbrodnie dokonane przez Waffen SS który po odbyciu kary sześciu lat pozbawienia wolności opuścił to więzienie i wyjechał do Niemiec. Jego relacja zapisana została w raporcie CIA z 1953 r. w języku angielskim pt. Life And Conditions In MONTELUPICH Prison8,  którego fragmentyprzetłumaczone zostały na język polski. Oto fragment tej relacji: 

     Na trzecim piętrze są cele dla siedzących w śledztwie. Przesłuchania odbywaj się albo na miejscu lub więźniowie zostają zabierani
       do UB lub na MO. Na czwartym piętrze gdzie siedzą w skrzydle A i B skazani na wysokie kary, są również cele śmierci. Nasz
       informator używany był często do naprawy sieci elektrycznej  i poruszał się po całym więzieniu. Widział  te cele śmierci. Oddzielone
       są od reszty korytarza dodatkową kratą.

     Po remoncie przeprowadzonym w 1946 r. budynek ten liczy trzy piętra i tak jest do dzisiaj. Prawdopodobnie więc autor wspomnień liczył kondygnacje budynku razem z piwnicami. Cele śmierci były pod specjalnym nadzorem. Trudno powiedzieć czy wiadomość o odrzuceniu ich próśb o łaskę dotarła do nich wcześniej drogą nieoficjalną, skoro pisała o tym prasa już 17 stycznia. Wzmożony nadzór i inne okoliczności mogły nasuwać różne przypuszczenia. Z całą pewnością skazanych na śmierć nie zawiadamia się wcześniej
o terminie egzekucji, aby zaoszczędzić im dodatkowych cierpień psychicznych9.

 

Przygotowania do egzekucji
     I rzeczywiście dopiero 23 stycznia 1948 r. Prokurator Sądu Okręgowego w Krakowie  skierował do Naczelnika Więzienia w Krakowie Montelupich 21 pism oznaczonych numerami od 1 do 21/48. Do każdego z nich musiał dołączyć odpis wyroku Najwyższego Trybunału Narodowego z 22 grudnia 1947 r. nr NTN 5/47  oraz odpis pisma Ministerstwa Sprawiedliwości z dnia 13 stycznia 1948 r. i zarządzić, że wyrok skazujący daną osobę (każde pismo wymieniało imię i nazwisko skazanego)  na karę śmierci ulega wykonaniu. W dalszej części pisał:

      Termin egzekucji (przez powieszenie) wyznaczam na dzień 24.I.1948 r.  godz. 7.00 rano w więzieniu Montelupich. Proszę
         przygotować w porozumieniu z W.U.B.P w Krakowie wszystko co jest potrzebne do wykonania tego wyroku. W szczególności
         proszę zarządzić, aby w tym czasie był na miejscu kat z pomocnikiem, lekarz więzienny i duchowny wyznania …(miejsce
         wykropkowane niezapisane)  władający językiem niemieckim10.

      Wszystkie pisma były jednakowej treści. Zmieniało się jedynie imię i nazwisko skazanego. We wszystkich pismach podana była  godzina 7.00 rano, jako godzina egzekucji, ale to nie oznaczało, że wszyscy skazańcy zostaną powieszeni jednocześnie.

Droga na stracenie      

        Zdaniem pana Zawady skazańców na miejsce egzekucji można było wyprowadzić 
z trzeciego piętra boczną klatką schodową na podwórze, ale nie ma pewności czy była ona wybudowana już w styczniu 1948 r., czy dopiero na początku lat 50-tych XX wieku. Gdyby jej wtedy jeszcze nie było, to droga na stracenie musiałaby prowadzić głównym korytarzem
i schodami do głównego wyjścia. Następnie trzeba było przeprowadzić skazańców wzdłuż tego skrzydła i przez podwórze do nowego budynku,  w którym było kilka obszernych pomieszczeń nadających się na powieszenie naraz kilku osób11.
     Egzekucje więźniów politycznych, przez rozstrzelanie odbywały się na małym placyku zwanym „Kurnikiem”, znajdującym się za tym budynkiem. Wspomina o tych egzekucjach wspomniany wyżej raport CIA12:


     Podczas straceń, które odbywają się za piekarnią, na tym placyku puszczają władze więzienne motor auta na pełny gaz,
       by nie słychać było krzyku, ani strzału. Jeśli motor zagra śmiertelny apel, natychmiast całe  więzienie modli się za duszę
       straconego, czy straconych.


    Ze względu na panujące warunki atmosferyczne, szron, zimno i wiatr egzekucja skazańców musiała odbyć się w tym wspomnianym wyżej budynku.

    

24 stycznia 1948 r.  – blady, zamglony świt 
      Wstawał mglisty poranek 24 stycznia 1948 roku. Była sobota, dzień egzekucji 21 oprawców z KL Auschwitz. Prokurator postanowił wieszać skazańców w czterech grupach po pięć osób, a w ostatniej grupie sześć osób wybieranych według kolejności wynikającej
z sentencji wyroku. W pierwszej piątce znaleźli się więc: Artur Liebehenschel, Maksymilian Grabner,  Hans Aumeier, Karl Ernst Möckel i Maria Mandel.
      Na polecenie naczelnika więzienia w miejscu wyznaczonym na egzekucję więźniowie wznieśli  konstrukcję szubieniczną. Mogła to być zwykła szyna kolejowa z której zwisały powrozy i zapadnia.
      O godzinie 6.40 temperatura powietrza wynosiła -3,4 stopni Celsjusza. Wiał lekki, wschodni wiatr, było pochmurno13. Przed godziną 7.00 funkcjonariusze więzienni udali się po wyznaczoną pierwszą piątkę skazanych. Musieli liczyć się z różnymi reakcjami skazanych, ale może nie spodziewali się tego co ich teraz spotka. Z pierwszej celi wyprowadzono na korytarz byłego komendanta KL Auschwitz-Birkenau Artura Liebehenschla i jego zastępcę Carla Möckla. Obaj byli w jednym wieku 47 lat i mieli długi staż partyjny w NSDAP i SS (1932 i 1935).  Teraz obaj byli przygnębieni ale spokojni. Liebehenschel zostawił na stoliku biblię, z którą nie rozstawał się w czasie pobytu w więzieniu. Ze wspomnień Edwarda Kurtyki wiemy, ze obaj codziennie przed snem na kolanach odmawiali modlitwy14. Obu skazańcom związano ręce na plecach. Strażnicy otwarli kolejną celę.  
     43-letni Maksymilian Grabner, były szef Politische Abteilung w KL Auschwitz, kiedyś wszechwładny pan życia i śmierci, któremu zabijanie sprawiało radość,  na widok strażników rzucił się na kolana, chciał całować ich buty, a kiedy chwycili go pod ramiona  wyrywał się
z rąk. Skamlał i bronił się rozpaczliwie, na przemian  łkając i krzycząc. Dopiero Hans Aumeier siarczystym kopniakiem pomógł strażnikom okiełznać go15. Nie tak dawno w wielkiej przyjaźni, organizowali, na bloku 11-tym,  nomen omen w każdą sobotę, słynne „odkurzanie bunkra” czyli selekcje w wyniku których tysiące więźniów zginęło pod Ścianą Śmierci. Hans Aumeier miał 42 lata, a katowskie doświadczenie zdobywał w obozach koncentracyjnych: Lichtenburg, Buchenwald, Flossenburg, a po odejściu z KL Auschwitz-Birkenau pod koniec wojny założył obóz koncentracyjny Vaivra w Estonii, w którym przemienił się w anioła i opiekuna więźniów, a następnie był bardzo krótko w Kaufering, podobozie Dachau.
     Także w służbie III Rzeszy, po trupach więźniarek poprzez obozy koncentracyjne
w Lichtenburgu, Ravensbrück, aż do KL Auschwitz-Birkenau, pięła się na coraz wyższe szczeble ludobójczej kariery Maria Mandel. Od  aufseherin, oberafseherin aż po SS-Lagerführerin w tym największym w Europie kombinacie śmierci16. 12 dni wcześniej ukończyła dopiero 36 lat. W sadystycznym zadowoleniu z cierpień swoich ofiar nikt jej nie przewyższył spośród obozowej załogi. Teraz pozwoliła się związać. Była ostatnia w tej grupie skazanych. W celi, z której wyszła, pozostała jej towarzyszka więziennej niedoli, nieobecna
i nieprzytomna ze strachu Teresa Brandl oczekująca na swoją kolej.
     Skazańców sprowadzono na dół.  Przeszli  wzdłuż skrzydła budynku centralnego, następnie przez dziedziniec, do budynku w którym miała odbyć się egzekucja. 
      Na  miejscu oczekiwali: prokurator Mirosław Kulesza, zastępca naczelnika więzienia Piotr Pazderski, protokolant M. Rogowski, lekarz więzienny dr Eryk Dormicki tłumacz Stefan  Gorcza. Obecni byli także dwaj duchowni: rzymsko-katolicki ks. Marian Stark17, kapelan więzienny i pastor ewangelicki Karol Grych oraz kaci z  pomocnikami. Nazwiska tych ostatnich znał tylko naczelnik więzienia, Zgodnie z obowiązującą praktyką nazwisk ich nie ujawniano w protokołach z egzekucji, dlatego trudno ustalić ilu ich faktycznie było. Można przypuszczać, że było ich kilku.
      Piątkę skazańców ustawiono na zapadni pod zwisającymi powrozami zakończonymi stryczkami w następującej kolejności: Artur Liebehenschel, Maksymilian Grabner, Hans Aumeier, Carl Möckel  i ostatnia Maria Mandel. Kolejność tę potwierdza numeracja protokołów z egzekucji: Liebehenschla - W 6/48, Grabnera - W 7/48, Aumeiera - W 8/48, Möckla - W 9/48 i Mandel - W 10/48. Była godzina 7.09.
      Kolejność czynności egzekucyjnych zapisana jest w protokołach, ale  możemy także posłużyć się opisem egzekucji Rudolfa Hossa, która odbyła się w kwietniu 1947 r18.  Kaci
i ich pomocnicy pomogli im stanąć na zapadni. Do szubienic podeszli duchowni katolicki
i protestancki. Jeśli rozmawiali ze skazanymi, to bardzo krótko. Tylko Hans Aumeier jako bezwyznaniowy zdecydowanie odmówił pociechy religijnej.
      Następnie prokurator  Mirosław Kulesza odczytał sentencję  wyroku NTN (zapewne tylko jej skrót odnoszący się do tej piątki skazanych) i fragment pisma  Nadzoru Sądowego Ministerstwa Sprawiedliwości z 13 stycznia 1948 r. o nieskorzystaniu z prawa łaski. Po ogłoszeniu ich w języku niemieckim przez tłumacza Stefana Gorczę wykonawcy wyroku na polecenie prokuratora założyli skazańcom stryczki na szyje.

       Artur Liebehenschel wykrzyknął : Es lebe Polen!!!   A za nim, jak echo, ten sam okrzyk zdążyła jeszcze powtórzyć, stojąca ostatnia  w szeregu Maria Mandel19.
    Po chwili, zapadnie otwarto i pięciu skazańców zawisło w  powietrzu. W czasie agonii duchowni odmawiali cichą modlitwę za konających.
  Zgodnie z  obowiązującą procedurą ciała straconych musiały wisieć 15 minut, aż do ustania wszystkich czynności życiowych. Lekarz więzienny dr Eryk Dormicki  o godz. 7.32 stwierdził zgon każdego z powieszonych
i dopiero wtedy trupy zdjęto z szubienic.

Es lebe Polen !!!
    Czy te dwa okrzyki Es lebe Polen  (Niech żyje Polska) miały być rekompensatą za ogrom popełnionych w KL Auschwitz-Birkenau zbrodni?  Czy miały być dowodem i skruchy za popełnione zbrodnie. Dzisiaj tak  mógłby ktoś tłumaczyć te słowa, wykrzyczane na kilka sekund przed śmiercią. Trzeba jednak pamiętać, że ani w ostatnim słowie na procesie, ani
w prośbie o łaskę nie przyznali się oni do popełnionych czynów. Do końca uważali, że są niewinnymi ofiarami systemu, któremu tak gorliwie służyli. Zbrodniarzami byli Hitler, Himmler, Rudolf Höss, Richard Glücks czy Otto Pohl, ale nie oni. Wykonywali przecież tylko rozkazy swoich przełożonych,  likwidowali chwasty i pasożyty żerujące na zdrowym organizmie. W ideologii hitlerowskiej byli nimi Żydzi, Romowie, Polacy i inne narody słowiańskie.
    Różnica polegała na tym, że  Artur Liebehenschel wykonując posłusznie rozkazy podpisywał decyzje  o eksterminacji, chociaż sam nikogo nie zabił i nie był sadystą, podobnie jak Rudolf Höss.  Natomiast lagerfűhrerin Maria Mandel nie tylko podpisywała listy osób wyselekcjonowanych na śmierć, ale czerpała przyjemność w mordowaniu kobiet, dzieci
a także mężczyzn, zadawaniu im bólu, w wybijaniu pejczem oczu, rozcinaniu twarzy, deptaniu symbolów religijnych i poniewieraniu godności kobiecej.
     Teatralność tych dwóch okrzyków przypomina zachowanie się wieszanych 16 października 1946 r. w Norymberdze zbrodniarzy. Hans Frank, gubernator GG wołał pod szubienicą: Chryste przebacz! Ribbentrop w chwili związywania mu rąk mówił jak w transie: Ufam krwi Baranka, który gładzi grzechy świata. Keitel odwoływał się do Boga i Niemiec, a Streicher, który w Norymberdze zachowywał się podobnie jak Grabner, krzyczał bez przerwy Heil Hitler!!! Podobnie krzyczeli hitlerowscy zbrodniarze wieszani w czasie publicznej egzekucji na wzgórzu Stolzenberg w Gdańsku 4 lipca 1946 r., ale to temat do innego artykułu. 
     O godzinie 7.43 wprowadzono kolejną piątkę skazańców. Byli to: Franz Kraus, Erich Muhsfeld, Hermann Kirchner, Heinrich Josten i Wilhelm Gehring. Te czynności egzekucyjne zakończono o godzinie 8.05. Po jedenastu minutach o godz. 8.16 pod szubienicami ustawiono Ludwiga Plagge, Ottona Lätscha, Fritza Buntrocka, i Augusta Boguscha. O godzinie 8.36  zdjęto ich z szubienic i o godzinie 8.48 wprowadzono ostatnich sześciu skazańców: Paula Götza, Pawła Szczurka20, Theresę Rosi Brandl, Józefa Kollmera, Herberta Ludwiga i Hansa Schumachera. Po śmierci ostatnich skazańców czynności egzekucyjne zakończono o godzinie 9.08. Żaden z obrońców z urzędu nie uczestniczył w powieszeniu skazanych zbrodniarzy.

     Po egzekucji każdej grupy skazanych i stwierdzeniu zgonu obecni podpisywali 21 protokołów z wykonania wyroku, a lekarz więzienny wypełniał dodatkowo kartę zgonu. Wiadomość o egzekucji zbrodniarzy z KL Auschwitz rozeszła się bardzo szybko po więzieniu. Nieznany informator w relacji CIA  Life And Conditions In Montelupich prison21 pisał:

 

      Rano pomocnicy lub sprzątaczki przyniosą wieść o tym kogo stracono.

      Może właśnie taką drogą dotarła do Stanisławy Rachwałowej, nie w pełni dokładna, wiadomość o powieszeniu Marii Mandel22:

         Więcej już nie widziałam ich. Po kilku dniach zostały stracone i wiem, że Mandel była ostatnia.

Dokumentacja więzienna skazańców

. Może ciała powieszonych wkładano do przygotowanych trumien, a może tylko przenoszono do innego pomieszczenia, aby szubienice przygotować dla kolejnej piątki skazańców.
W pierwszych pięciu protokołach z egzekucji, protokolant wpisał godzinę doprowadzenia skazańca na miejsce egzekucji 7.09 i godzinę datę jej zakończenia i podpisania 7.32. Poza imieniem i nazwiskiem straconego protokoły te są  podobne. Protokołu egzekucji Hansa Aumeiera nie podpisali obaj duchowni, wobec wcześniejszego kategorycznego oświadczenia skazańca, że jest bezwyznaniowy, a protokoły dotyczące ewangelików: Artura Liebehenschla i Carla Mőckla podpisał pastor Karol Grych. Wykonawcy wyroku jako anonimowi nie zostali ujawnieni w protokołach.

    Artur Liebehenschel, Carl Möckel, Hans Aumeier i Franz Kraus posiadali wysokie odznaczenia: pierścień SS i szpadę SS. Krzyże zasługi wojennej (Kriegsvendienstkreuz) klasy I lub II mieli w/w, a ponadto Maria Mandel, Erich Muhsfeld, Hermann Kirchner i Teresa Brandl. O randze  Kriegsvendienstkreuz świadczy fakt, że otrzymał go wraz z mieczami Jürgen Stroop, za krwawe stłumienie powstania w getcie warszawskim.

    Z dokumentacji więziennej znamy wygląd zewnętrzny skazańców, ich wzrost, wagę, kolor włosów, oczu, rodzaj brwi, kształt nosa, stan uzębienia, posiadane tatuaże i inne czasem ciekawe informacje. Jest także odcisk kciuka i własnoręczny podpis każdego skazanego. Na stronie pierwszej karty więźnia wpisano  jego dane osobowe, stan cywilnym, datę  przybycia do więzienia, datę rozpoczęcia wykonywania kary. W przypadku tych 21 straconych skazańców w rubryce termin zwolnienia wpisano datę 24. I. 48, znak krzyża, a obok dwie literki w.w. (wykonanie wyroku). Artur Liebehenschel miał wzrost 180 cm., wagę 84 kg, oczy piwne, Hans Aumeier23 – 160 cm., waga – 50 kg., oczy szare, brak zębów, Maksymilian Grabner – 170 cm., wagę 70 kg. włosy ciemno-blond, oczy zielone, Maria Mandel - wzrost 164 cm., wagę 60 kg, włosy blond, oczy błękitno-szare. Z jednego dokumentu wynika, że Aumeier nie miał kawałka lewego ucha. Może stracił go w czasie walk z Rosjanami
w Estonii, kiedy po usunięciu go z KL Auchwitz za korupcję i złodziejstwo walczył przez pewien czas od 20 sierpnia 1944 r. na froncie wschodnim w batalionie policyjnym w składzie „Kampfgruppe Jeckelna”.

Fotografie z egzekucji?

    Do tej pory nie odnaleziono żadnych zdjęć z tej egzekucji, która trwała od godziny 7.09 do 9.06, a więc prawie dwie godziny. Może to budzić pewne zdziwienie, bo przecież egzekucję Rudolfa Hössa fotografował  z polecenia „Filmu Polskiego” niejaki Dąbrowiecki i jakiś drugi mężczyzna, prawdopodobnie funkcjonariusz UB, który szybko zniknął. Pan Andrzej Gass
w cytowanym wyżej artykule poświęconym egzekucji Rudolfa Hössa pisze:

       Do Dabrowieckiego podeszło dwóch funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, wyjęli mu z dłoni aparat, wykręcili 
          rolkę filmu i powiedzieli, że konfiskują ją w imieniu Ministerstwa Sprawiedliwości.
..Szefostwo „Filmu Polskiego” chciało opublikować

          fotografie w swoim serwisie    zagranicznym, uważając, że staną  się  światową   sensacją. 21 kwietnia 1947 r. agencja w oficjalnym
          piśmie zwróciła się do ówczesnego ministra sprawiedliwości Henryka  Świątkowskiego o zwrot zarekwirowanego negatywu.
          6 czerwca minister nie wyraził zgody na rozpowszechnianie fotografii  z egzekucji, stwierdzając, że na zawsze pozostają
          w archiwum.

    Po egzekucji zbrodniarzy w Norymberdze amerykański fotograf zrobił po dwie fotografie każdego powieszonego. Miały być one także utajnione, ale przeciekły do prasy. Może wiec zdjęcia z egzekucji zbrodniarzy hitlerowskich na terenie więzienia krakowskiego Montelupich zalegają w jakimś schowku Ministerstwa Sprawiedliwości albo w archiwach po WUBP
w Krakowie.

Zwłoki zbrodniarzy – materiałem dydaktycznym dla studentów medycyny
      Egzekucja ostatniej sześcioosobowej grupy skazanych zakończyła się o godzinie 9.06. Jeszcze tego samego przedpołudnia 21 zwłok zostało przewiezionych do Zakładu Anatomii Opisowej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kierownictwo więzienia przy ul. Montelupich podobnie jak inne więzienia w Polsce nie miały prawa podejmowania decyzji, co należy zrobić ze zwłokami więźniów straconych lub w inny sposób zmarłych na terenie więzienia.
      Decyzję nr 95 GVM/46 w sprawie przekazywania zwłok zmarłych więźniów podjęło Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego w dniu 6 maja 1946 r.24, a Departament Więziennictwa i Obozów Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego rozesłał ją pismem
z dnia 14 czerwca 1946 r.
znak : II.Og. 973/46  do naczelników więzień w Krakowie, Wrocławiu, Łodzi, Mokotowie, n/Pradze, Gdańsku, Poznaniu i Toruniu. W piśmie tym zastrzegł, że zwłoki więźniów zmarłych naturalną śmiercią mogą być wydane Zakładom Anatomii tylko w przypadku, gdyby zmarły nie posiadał żadnej rodziny, która mogłaby zażądać wydania jej zwłok. Ponadto o śmierci więźnia należy zawiadomić rodzinę nawet zamieszkałą poza siedzibą więzienia, ale w takim przypadku należy wyznaczyć termin prekluzywny do odebrania zwłok, pod rygorem wydania ich Zakładom Anatomii dla celów naukowych. Zwłoki więźniów bezdomnych mogą być wydawane  do celów naukowych bez żadnych zastrzeżeń. I w końcu zwłoki więźniów straconych na podstawie wyroków skazujących na karę śmierci mogą być wydane dla celów naukowych jedynie za zgodą Prokuratora Sądu Orzekającego. Pismo to podpisał Dyrektor Departamentu ppłk D.J. Łancut. O treści pisma powiadomione zostały ośrodki uniwersyteckie. Zakład Anatomii Opisowej był w 1948 r. częścią Wydziału Lekarskiego (Collegium Medicum) Uniwersytetu Jagiellońskiego25.

     Zwłoki wydawane były  jako materiał dla studentów do ćwiczeń anatomicznych
w ośrodkach uniwersyteckich. Dlatego otrzymywały je Zakłady Anatomii Opisowej, a nie Zakłady Medycyny Sądowej. Wg tej właśnie procedury do ćwiczeń anatomicznych przekazano do Zakładu Anatomii Opisowej UW, m.in. z więzienia mokotowskiego, zwłoki Jűrgena Stroopa, powieszonego 6 marca 1952 r. za krwawe stłumienie powstania w getcie warszawskim, a także zwłoki pięciu kobiet i sześciu mężczyzn z załogi KL Stutthof, powieszonych publicznie na wzgórzu Stolzenberg w Gdańsku 4 lipca 1946 r.  za popełniane w tym obozie zbrodnie26.
    Materiałem dydaktycznym były także zwłoki więźniów politycznych, m.in. 26-letniego ppor. Antoniego Wodyńskiego „Odyńca” żołnierza VI Wileńskiej Brygady Armii Krajowej, który zmarł z ran postrzałowych 8 lipca 1948 r. W celu zatarcia wszelkich śladów przyjęty został przez Zakład Anatomii Prawidłowej Uniwersytetu Wrocławskiego tego samego dnia jako zwłoki nieznanego mężczyzny NN27.
     Kolejne pismo w sprawie przekazywania zwłok straconych więźniów wysłał do Naczelnika Więzienia Montelupich w Krakowie Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Krakowie 16 stycznia 1947 r. załączają jeszcze raz odpis pisma Dep. VI.
W piśmie przewodnim nr 253/VI/47 polecił:

    
nawiązać kontakt z Zakładem Anatomii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, by w razie zgonu więźnia (jeśli warunki zapodane
       w załączonym piśmie odpowiadają) zwłoki jego mogły być wydane dla celów naukowych. Ponieważ UJ nie rozporządza środkami
       transportowymi zwłoki z COP w Jaworznie mogą być przewożone autem obozowymi, jeśli równocześnie względy służbowe wymagają
       jazdy do Krakowa. O nawiązaniu kontaktu z ZA powiadomić Wydział Więziennictwa WUBP w Krakowie
                                                                                                                                       Naczelnik Wydziału Więziennictwa

    W pojedynczych przypadkach  Naczelnik Więzienia Montelupich występował do Miejskich Zakładów Sanitarnych w Krakowie o przewiezienie zwłok zmarłego więźnia do ZAO. W przypadku przewiezienia 21 ciał musiał sam zorganizować transport. Może były to te same amerykańskie ciężarówki marki „Bedford”,  (z darów UNRRA), które przywoziły zbrodniarzy na toczący się w listopadzie i grudniu 1947 r. proces w budynku Muzeum Narodowego w Krakowie. Nie wiadomo jak ten transport teraz się odbywał. Z pewnością nie tak jak  12-tu zbrodniarzy straconych w Norymberdze, których po prostu wrzucono bezładnie na dwa samochody. Naczelnik Więzienia w piśmie z  24 stycznia 1948 r. Dz.477/48 do Zakładu Anatomii Opisowej U.J. w Krakowie przy ul. Kopernika 12 informuje, że:

      Do każdych zwłok jest doczepiona karteczka z nazwiskiem, imieniem i datą urodzenia wg   poniżej podanego wykazu.
     
Złączam również 21 kart zgonu.

     Wraz z tym pismem dostarczono dwadzieścia jeden zwłok przestępców hitlerowskich jako materiał przeznaczony do ćwiczeń anatomicznych dla studentów oraz akty zgonu podpisane przez lekarza więziennego dr Eryka Dormickiego.

Dziwny zbieg okoliczności

     Dziwnym zrządzeniem losu tego samego dnia w sobotę 24 stycznia 1948 r. w tym samym budynku przy ul. Kopernika 12 w Krakowie, od godz. 17.00 odbywał się zjazd pisarzy byłych więźniów politycznych. Był m.in. Tadeusz Hołuj, działacz partyjny, po 1956 r. sekretarz Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego, Stanisława Szaja Wygodzki, który w KL Auschwitz stracił rodziców, żonę i córeczkę, Michał Rusinek, b. więzień KL Mauthausen, później dyrektor Dep. Kadr Ministerstwa Kultury i Sztuki, a w 1948 r. sekretarz generalny Związku Literatów Polskich. Obrady toczyły się w gmachu Kliniki UJ przy ul. Kopernika 12. Po dwóch referatach Michała Rusinka i Stanisława Wygodzkiego rozpoczął się „Wieczór Literacki”, na którym czytano m.in. fragmenty „Dymów nad Birkenau” Seweryny Szmaglewskiej. Zapewne nikt z uczestników tego zjazdu nie zdawał sobie sprawy, że niemal za ścianą leżą zwłoki ludobójców z KL Auschwitz.

Formalności urzędowe

     Tego samego dnia po wykonaniu wyroku śmierci z-ca naczelnika więzienia Piotr Pazderski zawiadomił (pismo nr 524/48) Urząd Stanu Cywilnego w Krakowie, że 24 stycznia 1948 r. zmarli w Centralnym Więzieniu Montelupich 21 więźniowie. Podał ich nazwiska, imiona imię ojca wyznanie28, datę i miejsce urodzenia i adres ich zamieszkania. Nie wszystkie adresy były dokładne. Urząd Stanu Cywilnego w Krakowie interweniował i prokurator Sądu Okręgowego w Krakowie Jan Brandys  3 lutego 1948 r.  wezwał Okręgową Komisję dla Badania Zbrodni Niemieckich w Krakowie do podania dokładnych adresów straconych: Liebehenschla, Möckla, Krausa i Mandel (Mandl). OKBZN poprawiła i uzupełniła wymagane adresy: Liebehenschla – Wupperttal, Rheinland, Möckla – Berlin – Friedeman, Bubenstrasse 107, Krausa - Oberthalhofen, Kres Lindau, Rgb Schwaben,  Krausa - miejscowość Oberthalhofen Kreis Lindau, Rgb Schwaben i Mandl (wieś Munskirchen (winno być: Münzkirchen) w Górnej Austrii, a nie Mühldorf, jak podano pierwotnie.

„Pamiątki” po zbrodniarzach 

     Już we wtorek 27 stycznia 1948 r. Prokurator Sądu Okręgowego w Krakowie M. Kulesza wysłał do naczelnika Centralnego Więzienia w Krakowie 21 protokołów wykonania kary śmierci w celu dołączenia ich do ich więziennych akt osobowych i w piśmie przewodnim  zwrócił się o nadesłanie rzeczy pozostałych po 21 straconych zbrodniarzach hitlerowskich.

     26 lutego 1948 r. Pierwszy Prokurator NTN Stefan Kurowski przesłał do NTN korespondencję, która adresowana była do straconych zbrodniarzy. Wśród nich znalazł się jeden list adresowany do Teresy Brandl, ocenzurowany 10 lutego 1948 r. który już do adresatki nie dotarł, bo została wcześnie stracona. Autorką listu była Rosi Dolatschko, przebywająca w obozie dla internowanych 136 Goggingen-Augsburg w strefie amerykańskiej Niemiec. Musiała już wiedzieć o wyroku śmierci wydanym na Teresę Brandl, ponieważ pisze m.in.(cały tekst w jęz. niemieckim):

                                                             Moja ukochana Reserl
         Piszę do ciebie z ciężkim sercem i przytulam ciebie do mojego serca przesyłając noworoczne, białe pozdrowienia. Wiem jak ciężko
         odmienić obecną chwilę, a przecież ten rok zamyka ci życie na klucz, okala jakby kolczastym drutem, Rosi! Nie zabijaj w sobie wiary
         i nadziei, że zostaniesz przez nas zapomniana. Stale myślimy o tobie i liczymy na to, ze nasza ojczyzna podziękuje ci kiedyś
         i obdaruje wdzięcznością...Będę rozmawiać o tobie z twoją siostrą i powiem jej o twoim losie. ..Musisz wytrzymać to straszne
         cierpienie, które ciebie czeka i wytrwać do końca, chociaż przeznaczenie, jak jakiś koszmar drwi z ciebie. 

    27 lutego 1948 r. Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Niemieckich w Krakowie zwróciła się do prokuratora Sądu Okręgowego w Krakowie z prośbą o zarządzenie przekazania pozostałych po skazanych rzeczy do OKBZN . Wskazała, że zbrodniarze ci odegrali decydującą rolę w rozwoju i funkcjonowaniu osławionego w świecie obozu koncentracyjnego Oświęcim-Brzezinka. Zaznaczyła m.in., że:

        listy pisane przez tych skazanych przed śmiercią oraz pozostałe pisma i dokumenty mogą być przyczynkiem do wyjaśnienia
            psychologii i życia tych, którzy kaźnię oświęcimską stworzyli. To samo odnosi się do umundurowania i innych przedmiotów.

     Prośbę OKBZN w Krakowie poparł prokurator NTN Stefan Kurowski i już 17 marca 1948 r. delegat OKBZN w Krakowie odebrał w Centralnym Więzieniu w Krakowie listy, pisma, dokumenty, umundurowanie i inne przedmioty wyposażenia SS-mańskiego. Inne rzeczy  kierownictwo więzienia przekazało Okręgowemu Urzędowi Likwidacyjnemu w celu wykonania konfiskaty. Zachowało się potwierdzenie przejętych rzeczy. Warto ten fragment potwierdzenia zacytować:

  1. Liebehenschel  Artur – 1 biblia niemiecka, 3 fotografie, 4 dystynkcje SS-mańskie
  2. Mőckel Karol Ernst – 1 numer blaszany SS nr 2194, 1 plecak, 1chlebak, 2 fotografie29
  3. Mandel Maria – broszurka „Fausta”,
  4. Műller Kurt – furażerka
  5. Ludwig Herbert – 1 spodnie niemieckie

Worki ze zwłokami na cmentarzu Rakowickim

     W księdze pochówków Zarządu Cmentarza Rakowickiego w Krakowie znajduje się dokumentacja dotycząca pochowania zwłok zbrodniarzy z KL Auschwitz-Birkenau straconych na terenie Centralnego Więzienia w Krakowie przy ul. Montelupich 24 stycznia 1948 r. 6 marca 1948 r. pracownicy Zakładu Anatomii Opisowej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie przywieźli kilka worków z ludzkimi szczątkami i oświadczyli, że dostarczają zwłoki 16-tu zbrodniarzy z KL Auschwitz. Doręczyli 16  ponumerowanych kart zgonu w postaci formularzy Zarządu Miejskiego w Krakowie Wydziału Zdrowia Publicznego – Zarządu Cmentarza, w których informacje o dacie, godzinie miejscu i przyczynie zgonu, nazwisku zmarłego, jego płci podpisał lekarz więzienny dr Eryk Dormicki, dane osobowe (głównie ich brak) potwierdzał pieczęcią i podpisem Urząd Ewidencji Ruchu Ludności  Zarządu Miejskiego w Krakowie, a urzędnik Stanu Cywilnego podpisywał na tym formularzu akt śmierci. 
     Wg dostarczonej dokumentacjiw workach miały być zwłoki: Szczurka Paula, Brandl Teresy, Kohlmera Józefa, Herberta Ludwika, Schumachera Hansa, Boguscha Augusta, Lätscha Otto, Heinricha Jostena, Műllera Kurta Hugo, Kirschnera Hermana, Götze Paula, Gehringa Wilhelma, Plagge Ludwika, Buntrocka Fritza, Mussfelda Ericha i Möckela Karla od numeru 497 do 312. Łatwo zauważyć, że w rejestracji zwłok pomylono nazwisko z imieniem Ludwiga Herberta i Jostena Heinricha. Z adnotacji znajdującej się w księdze pochówków wynika, że worki ze zwłokami zakopano na nowej części cmentarza przy cmentarzu wojskowym na skwerze przy ogrodzeniu od strony północnej.
     25 marca 1948 r. przywieziono z Zakładu Anatomii Opisowej na cmentarz Rakowicki w Krakowie kolejne worki. W dokumentacji rejestrowej pod numerami 679, 680, 681, 682, 683  zapisano ich zawartość jako zwłoki Grabnera Maksymiliana, Krausa Franza, Liebehenschla Artura, Aumaera (winno być: Aumeiera) Hansa i Mandel Marii. Pracownicy cmentarza  rozkopali skwer przy ogrodzeniu cmentarza wojskowego i dołączyli szczątki ludzkie do pochowanych 19 dni wcześniej zwłok. Pozostawili także karty zgonu wymienionych osób30. Identyczną informację o pochówku zbrodniarzy z KL Auschwitz w marcu 1948 r. na cmentarzu Rakowickim otrzymałem z Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie.

     I na tym mógłbym zakończyć ten wieloodcinkowy artykuł o odpowiedzialności ludzi, którzy w szale ideologicznej nienawiści zapomnieli, że zaprzedali się złu, że za popełnione przez nich czyny będzie trzeba kiedyś odpowiedzieć i o  karze, jaka ich za to spotkała.

     Należy jednak zastanowić się czy rzeczywiście zwłoki straconych członków załogi KL Auschwitz-Birkenau przebywały w Zakładzie Anatomii Opisowej zaledwie niecałe dwa miesiące. Po co przywożono je tam, skoro po dwóch miesiącach stały się bezużyteczne. Czy nie marnowano potrzebnego dla  studentów medycyny materiału biologicznego? Jakie okoliczności wpłynęły na takie niezrozumiałe decyzje marnowania materiału dla studentów, uczących się anatomii. Z tymi pytaniami zwróciłem się dziesięć lat temu, w październiku  2006 r. do dr hab. Tomasza Konopki z Zakładu Medycyny Sądowej CM w Krakowie31
i otrzymałem obszerną ciekawą odpowiedź32. Wynika z niej, że nauczanie anatomii na zwłokach świeżych, ulegających bardzo szybko rozkładowi jest niemożliwe, że przygotowanie zwłok jako materiału do ćwiczeń anatomicznych trwa co najmniej pół roku
i dopiero po tym okresie mogą być udostępnione studentom. Sam proces przygotowywania zwłok przez nasączenie formaliną musi trwać kilka tygodni. Dopiero zwłoki utrwalone
i odpowiednio przechowywane mogły służyć do celów dydaktycznych  przez kilka lat,
a niektóre ich fragmenty nawet jeszcze dłużej.
     I dopiero wobec tej wypowiedzi łatwiej będzie nam zrozumieć, dlaczego ciała 11 zbrodniarzy z KL Stutthof powieszonych w publicznej egzekucji na wzgórzu Stolzenberg
w Gdańsku 4 lipca 1946 r. zostały udostępnione studentom medycyny w Gdańsku dopiero w październiku 1946 roku.
     Czyje więc zwłoki przywieziono w workach z Zakładu Anatomii Opisowej w Krakowie na cmentarz Rakowicki 6 i 25 marca 1948 r. Musiały to być inne szczątki ludzkie, skoro w marcu trwał jeszcze proces nasączania zwłok zbrodniarzy hitlerowskich formaliną.

Zacieranie śladów na cmentarzu Rakowickim

     Odpowiedź możemy znaleźć a artykule Bogdana Gancarza pt. Czy odnaleźli szczątki bohaterów, opublikowanym 9.07.2015 r. na portalach www.krakow.gosc.pl i www.radioem.pl Autor pisze o odnalezieniu przez ekipę Samodzielnego Wydziału Poszukiwań IPN pod kierunkiem prof. Krzysztofa Szwagrzyka, wrocławskiego historyka, szczątków ppłk Alojzego Kaczmarczyka i majora Waleriana Tumanowicza na cmentarzu Rakowickim
w Krakowie.
     Alojzy Kaczmarczyk, Józef Ostafin, Walerian Tumanowicz i  prof. Jan Kot (z Bochni)33, byli działaczami II komendy Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” i wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Krakowie skazani zostali na karę śmierci 10 września 1947 r., a 13 listopada 1947 r. Kaczmarczyk, Ostafin i Tumanowicz zostali rozstrzelani na terenie Centralnego Więzienia w Krakowie przy ul. Montelupich
33.
     Zwłoki ich przewieziono do Zakładu Anatomii Opisowej w Krakowie, w celu udostępnienia ich studentom medycyny do nauki anatomii, a następnie pochowano je na cmentarzu Rakowickim pod zmienionymi nazwiskami, pozostawiając jedynie ich imiona
i datę śmierci. W księdze zmarłych Tumanowicza pochowano jako Zachariasiewicza, Ostafina jako Słapaka, a Kaczmarczyka jako Maczyszyna. Ekipa profesora Szwagrzyka
w lipcu 2015 r. odnalazła szczątki Tumanowicza i Kaczmarczyka w bezimiennym grobie
w kwaterze LXXIX w części cmentarza przy ul. Prandoty. Józef Ostafin pochowany został
w innym miejscu cmentarza i jego szczątków do tej pory nie odnaleziono.
      W tym samym artykule czytamy (cytuję) o miejscach pochówków ofiar  powojennego terroru w starej części cmentarza Rakowickiego na kwaterach: XIb, XVb, XVII, XIXb, XX, XXIa, XXVb, LX, LXXV i LXXVIII...W latach 1948-1954 grzebanie ciał przeprowadzano wyłącznie na części wojskowej, na kwaterach: LXXIX, LXXXI, LXXXII, LXXXIII, LXXXIV i LXXXVI. ... Utworzenie kwater więziennych na części wojskowej mogło się wiązać z decyzją władz bezpieczeństwa o ukryciu tego typu pochówków w wydzielonych częściach cmentarza.  Najciekawszy fragment tego artykułu cytuję poniżej:

      5 maja 1948 r. ciała trzech straconych pochowano – jak zapisano w księdze zmarłych z 1948 r. na skwerze pod parkanem od strony
        północnej razem z Niemcami pochowanymi 6 marca 1948 r. na części wojskowej  cmentarza przy ul. Prandoty. Obecnie skwer ten
        nie istnieje i trzeba ustalić w dokumentacji cmentarza, kiedy został zagospodarowany na nowe pochówki


       Z księgi pochówków wynika, że Niemcami tymi pochowanymi właśnie w tym miejscu
6 marca 1948 r. było 16-tu straconych zbrodniarzy z KL Auschwitz, a 25 marca 1948 r. zakopano tutaj pozostałych pięciu zbrodniarzy. Przez  pewien czas pracownicy cmentarza Rakowickiego wskazywali kwaterę, a konkretnie ten właśnie skwer w północnej części ówczesnego cmentarza, na którym mieli być pochowani zbrodniarze z KL Auschwitz-Birkenau. Może sami byli przekonani, że leżą tam zbrodniarze niemieccy. Potem polecono jednak ten teren przekopać i resztki kości przenieść w inne miejsce cmentarza – powiedział mi jeden z pracowników cmentarza kilka lat temu. Przypuszczał, że chodziło o  zatarcie jakichkolwiek śladów niemieckiej obecności na polskiej ziemi, jak to uczyniono na cmentarzu w Bochni gdzie zlikwidowano całą kwaterę cmentarną, gdzie leżeli żołnierze Wehrmachtu. Ale, po ekshumacjach przeprowadzonych przez IPN możemy być pewni, że przede wszystkim chodziło o zatarcie śladów po żołnierzach wyklętych.     

 

Przypadek dr Ludwikowskiego

     25 czerwca 1949 r. 22-letni student medycyny Jerzy Ludwikowski z Nowego Wiśnicza zdawał egzamin praktyczny z anatomii w Zakładzie Anatomii Opisowej Wydziału Lekarskiego UJ. W wywiadzie udzielonym autorowi artykułu34 mówił:

      Na studia medyczne zdawałem w lipcu 1947 r. ale nie dostałem się z powodu braku miejsc i punktów za pochodzenie.
      Poszedłem na biologię, a po roku znalazłem się na medycynie.  Po roku w kwestionariuszu podałem się za syna
      robotnika, a to miało wtedy decydujące znaczenie. Dostałem miejsce w akademiku. W Krakowie miałem przyjaciół
      z Wiśnicza i Bochni: Władka Cygankiewicza, który pracował w krakowskim sądzie apelacyjnym, i Jurka Katlewicza,
      syna bocheńskiego organisty Stanisława Katlewicza. Znałem także starszego kilka lat ode mnie Michała Goszczyńskiego,
      którego ojciec był księgowym  w bocheńskiej żupie solnej. Spotykałem się z nimi w Bochni i Krakowie. W wolnych
      chwilach grywaliśmy w karty  chodziliśmy razem do kina. Michał Goszczyński był asystentem w Zakładzie Anatomii

      Opisowej UJ.

     Podobnie jak inni studenci Ludwikowski był mocno zdenerwowany. Wezwany do egzaminu praktycznego wszedł na salę. Dostał zadanie wypreparowania otworu owalnego
w kanale pachwinowym tętnicy udowej.  Na stole leżały zwłoki świetnie zbudowanej kobiety, fantastycznie umięśnionej. Skupił się na wykonaniu zadania:

     Za płytko naciąłem skórę i byłbym się przejechał na tym egzaminie gdyby nie egzaminator, który powiedział: Przecież to można
       głębiej naciąć, widzisz jaką ona na grubą tkankę tłuszczową?
Jak ja poszedłem w tym kierunku, to idealnie mi się wtedy udało.
       I zdałem wtedy na dobrze. Kiedy wychodziłem z sali mój egzaminator zapytał mnie czy wiem że preparowałem trupa Marii Mandel,
       komendantki z obozu oświęcimskiego powieszonej na Montelupich.

    Goszczyński wiedział, że jego kolega Ludwikowski kilka razy był na procesie załogi oświęcimskiej, bo otrzymywał bilety wstępu na salę sądową od Władka Cygankiewicza, opowiadał kolegom o wrażeniach z tego procesu i może dlatego powiedział Ludwikowskiemu
kim była denatka leząca na stole sekcyjnym. Ludwikowskim wspominał dalej:

     Po mnie zdawał Staszek Krupa z Bochni. Nie pamiętam czy była chwila przerwy w egzaminie, czy Staszek wszedł
       na salę i nie zamknął dokładnie drzwi, ale przez uchylone drzwi mogłem dopiero teraz  – kiedy ochłonąłem po
       egzaminacyjnych emocjach – przyjrzeć się dokładniej  denatce. Tak! To była Maria Mandel. Ta sama,  jak ją
       zapamiętałem z procesu. Mimo zmian pośmiertnych nie była brzydka. Zapamiętałem jej długie blond włosy, które
       taką jasną falą spływały z jej głowy. Kiedy Staszek wyszedł po zdanym egzaminie, który także ją krajał,  powiedział,
       że był  to rzeczywiście kawał kobiety. 

Dr Tomasz Konopka w tej właśnie sprawie pisze:

      Aby odsłonić mięśnie leżące w głębi, trzeba usunąć mięśnie leżące powierzchownie; dr Ludwikowski opowiada jak preparował kanał
      pachwinowy. Utrwalanie w formalinie, nie wpływa na włosy i budowę zewnętrzną, zwłoki rzeczywiście mogły wyglądać tak jak
      wspominał do dr Ludwikowski. Historię o tym, że odbywał zajęcia na jej  zwłokach usłyszałem także od emerytowanego lekarza
      z naszego Zakładu. Można wykluczyć, aby ciało Marii Mandl oraz innych straconych wtedy nazistów, pochowano po dwóch
     miesiącach, jako wykorzystane w dydaktyce
.

   Jerzy Ludwikowski mówił, że wszystkie zwłoki były dla nich studentów materiałem medycznym, więc większych emocji nie wywoływały. Nie wiedział jacy jeszcze inni zbrodniarze byli takim materiałem dla studentów. Jego zdaniem był to w tym czasie tani,
ale bardzo potrzebny materiał dydaktyczny.


    
Prawdę mówiąc mogliśmy nawet kroić także naszych kolegów, może nawet mojego wiśnickiego kolegę Przemka Helda  z oddziału
        „Salwy” i nigdy nawet nie dowiedziałem się, gdzie jest jego grób.

     21 zwłok nazistów z KL Auschwitz dostarczonych 24 grudnia 1948 r. do Zakładu Anatomii Opisowej przy ul. Kopernika 12  mogło jako materiał dydaktyczny pomocny
w nauce anatomii służyć jeszcze kilka lat, ale we wspomnieniach pojawiają się tylko zwłoki Marii Mandel i raz tylko Artura Liebehenschla. Anatomii na zwłokach potworów z KL Auschwitz  uczyli się także studenci Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.

 

W rękach adeptów sztuki
     Wojciech Plewiński zanim został architektem, a później znakomitym polskim artystą fotografem studiował rzeźbę na krakowskiej ASP u profesora Stanisława Popławskiego,
w katedrze rzeźby Xawerego Dunikowskiego.  Jednym z wykładowców  był doktor medycyny, który potrafił cudownie mówić o mięśniach ludzkich i Plewiński do dziś – pisze Katarzyna Kosiorowska35 - zapamiętał  który mięsień za jaki ruch odpowiada. Brał on swoich studentów na zajęcia w prosektorium Akademii Medycznej przy ul. Kopernika, pod koniec 1948 r. a więc niedługo po zakończeniu procesu krakowskiego, na którym skazano zbrodniarzy z KL Auschwitz na śmierć. W wywiadzie Katarzyny Kosiorowskiej Plewiński przypomina sobie te ćwiczenia z anatomii: 

     Weszliśmy do dużej sali pełnej stołów, na wszystkich leżały spreparowane nagie  ciała. Płaty skóry odkrywało się pęsetą i widać było
     budowę warstw mięśni. Pamiętam rudego, krótko przystrzyżonego, o byczym karku esesmana i młodą, ładną kobietę, pewnie to była
     Maria Mandel, oprawczyni z Brzezinki.

   Wspomina także Plewiński podobną sytuację, jakiej doświadczył Józef Szajna, który był więźniem KL Auschwitz.  Chciał uciec z obozu, ale został złapany. Trafił do Stehzelle – celi do stania. Otrzymał wyrok: dwa tygodnie stania, a następnie śmierć przez rozstrzelanie. Pod Ścianą Śmierci, zamiast strzału usłyszał, że numerowi 18 729 z rozkazu komendanta  zmieniono karę śmierci na dożywotni pobyt w kompanii karnej. Wspomina Plewiński niezwykłe spotkanie Józefa Szajny, które odbyło się w prosektorium w jesieni 1948 r.,
z tym, który uratował mu życie w KL Auschwitz:
 

       Na jednych z pierwszych zajęć z anatomii na Wydziale Grafiki krakowskiej ASP „spotkał” komendanta obozu Auschwitz Artura
       Liebehenschla. Tego, który wydał rozkaz jego ułaskawienia.

Prawa nowa Oberaufseherin Mandel

    W 2009 r. ukazał się nakładem Oficyny Wydawniczej Anabasis w Krakowie „Subiektywny przyczynek do dziejów kolebki polskiej medycyny” pt. Madame, wkładamy dziecko
z powrotem.
Autorami tej, lekko napisanej, ale rzetelnej encyklopedii krakowskiej medycyny są: Katarzyna Siwiec, Mieczysław Czuma i Leszek Mazan. Zaskakuje ona obfitością ciekawego materiału i zebranych wspomnień. Jedno z nich zatytułowane Prawa noga Oberaufseherin Mandel  na stronach 445-446 dotyczy zwłok  Marii Mandel, które po egzekucji hitlerowskiej zbrodniarki znalazły się jako materiał dydaktyczny dla studentów medycyny w prosektorium Katedry Anatomii. Autorzy wspominają jej szokujący okrzyk przed powieszeniem „Niech żyje Polska”. Piszą także, że ćwiczący na zwłokach studenci najlepiej zapamiętali ciało tej największej sadystki obozowej.

    
Na jej zwłokach zdawał kolokwium z anatomii, preparując prawą nogę zbrodniarki, przyszły kierownik Zakładu Medycyny Sądowej
       prof. Zdzisław Marek. Podobno ostatnie fragmenty ciał członków załogi SS (rozpoznawalne po tatuażu) znajdowały się jeszcze przy
       Kopernika 7 na początku lat 70, po czym zgonie z przepisami pochowano je na cmentarzu Rakowickim.

    To ostatnie zdanie o zwłokach nazistów znajdujących się jeszcze w latach 70. XX wieku wydaje się nieprawdziwe. Dr Tomasz Konopka we wspomnianym wyżej liście z 07.10.2006r. pisze, że kolejne roczniki studentów potrzebowały kompletnych zwłok, a stare nadawały się na fragmentaryczne preparaty np. kręgosłupa czy kończyny górnej. Wobec daleko posuniętej destrukcji w kilku trumnach gromadzono wszystkie preparaty nie nadające się do  prowadzenia zajęć dydaktycznych. Pisze dalej:

     Na pewno zdarzała się sytuacja, kiedy grzebano na cmentarzu szczątki osób, których inne części ciała nadal pozostawały
       w Zakładzie. Mogło się zdarzyć, że na cmentarz wraz z kartą zgonu trafiała tylko niewielka część zwłok na które karta ta opiewała
     . Można sobie wyobrazić sytuację, że część ciała Marii Mandl została formalnie pochowana w dwa miesiące po egzekucji, wraz ze
       starymi preparatami anatomicznymi, podczas gdy na innych częściach jej ciała, studenci nadal uczyli się anatomii.   

                                                                                                                                                    c.d.n.

                         *   *   *

      Serdecznie dziękuję panu majorowi Tomaszowi Wacławkowi rzecznikowi prasowemu Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Krakowie, dyrekcji i pracownikom Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Krakowie i Zarządowi Cmentarza Rakowickiego
w Krakowie za cenną pomoc w przygotowaniu tego artykułu.

                                                                                                                 Stanisław Kobiela

Przypisy:

1      Wyrok NTN z 22 grudnia 1947 r. sygn..akt NTN 5/47 miał ogromne znaczenie dla praktyki sądów polskich, które orzekały w sprawach o zbrodnie wojenne.  Dekret z 31.08.1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami dla zdrajców Narodu Polskiego (Dz.U. 1944 r. nr 4 poz. 16)  zwany też dekretem „sierpniowym” wszedł w życie z dniem jego ogłoszenia tj. 13.09.1944 r. i posiadał moc wsteczną od 1.09.1939 r. do 9.05.1945 r. jako wyjątek od zasady lex retro non agit. Dotyczył bowiem czynów ex tunc, podobnie jak inne akty prawne dotyczące odpowiedzialności za zbrodnie wojenne wydawane w innych krajach Europy.  Wobec zarzutów niektórych środowisk  zagranicznych usiłujących chronić zbrodniarzy wojennych, iż narusza się zasadę lex retro non agit  Prokuratura NTN i Trybunał  dokonały podwójnej kwalifikacji prawnej przypisywanych oskarżonym czynów: na podstawie dekretu sierpniowego i kodeksu karnego z 1932 r. W sentencji wyroku powołano kwalifikację prawną: dekret sierpniowy i art. 225 k.k. Trybunał uznał, że „branie udziału w dokonywaniu zabójstw” określone w art. 1 dekretu „sierpniowego” oznacza uczestniczenie w selekcjach, mających na celu zagładę, przyczynianie się do wyniszczania organizmów więźniów (głodzenie, nieodpowiednia odzież i pomieszczenia więźniów),  stosowanie krańcowego wyzysku siły roboczej więźniów, administrowanie komorami gazowymi i krematoriami, zwożenie więźniów do komór gazowych. Dla uznania konkretnego zachowania się sprawcy, za udział w dokonywaniu zabójstwa konieczne było stwierdzenie, że sprawca podjął  działania na szkodę osoby chronionej dekretem, że działania te prowadziły o pozbawienia życia osoby lub grupy osób oraz, że śmierć osoby chronionej dekretem obejmował on co najmniej zamiarem ewentualnym, czyli miał świadomość możliwości popełnienia przestępstwa i na to się godził.
 

2        zob. Janusz Gumkowski, Tadeusz Kułakowski. Zbrodniarze hitlerowscy przez Najwyższym Trybunałem Narodowym. Warszawa1965 r. s.172

3      W piśmie Nadzoru Sądowego MS z 28 czerwca 1046 r. do Specjalnego Sądu Karnego w Gdańsku Kierownik NS Z. Kapitaniak wymienia także dużymi literami nazwiska skazanych, których prośby o łaskę i darowanie życia zostały odrzucone, ale błędnie podaje nazwisko Johna Paulsa jako LAULSA i Jenny-Wandy Barkmann jako BERKMANN.

4     Odpowiedź prok. Stefana Kurowskiego dla Larry Allena z 15 stycznia 1948 r. : WP. Larry Allen Szef Biura The Associated Press w Warszawie. W odpowiedzi  na list Pański z 13 bm. Uprzejmie komunikuję, że wszyscy przestępcy wojenni skazani w procesie oświęcimskim złożyli prośby o ułaskawienie. Obywatel Prezydent Rzeczypospolitej skorzystał z prawa łaski w stosunku do dwóch skazanych dr Kremera Johanna Paula i Breitwiesera Artura Jana, zamieniając im kare śmierci na karę dożywotniego więzienia. W stosunku do pozostałych osób skazanych na karę śmierci wyrok zostanie wykonany w najbliższych dniach. Nadzór nad wykonaniem wyroku zleciłem Prokuratorowi Sądu Okręgowego w Krakowie dr Mieczysławowi Szewczykowi. Pierwszy Prokurator NTN Stefan Kurowski.

  Brytyjski marszałek Montgomery odrzucił wszystkie prośby o łaskę 11 skazanych na śmierć zbrodniarzy z KL Belsen 10 grudnia 1945 r. i tego samego dnia poinformowała o tym brytyjska prasa, a egzekucja wykonana została 13 grudnia 1945 r. w więzieniu Hameln koło Hanoweru w brytyjskiej strefie okupacyjnej Niemiec.  

6    Prawdopodobnie ze względu na pośpiech ominięto w każdym z tych pism wyznanie duchownego. Podczas egzekucji obecni był kapelan więzienny ks. rzym.kat. Marian Stark i pastor Karol Grych.

6    Wywiad z panem Eugeniuszem Zawadą przeprowadzony przez autora w Bochni 20 lipca 2004 r. – zb. S.K.

7   Stanisława Rachwałowa. Spotkanie z Marią Mandel [w: Przegląd Lekarski Oświęcimski nr 1/1990]. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Krakowie sygn..akt Sr 1157/47 Stanisława Rachwałowa skazana została na karę dożywotniego więzienia. Po uchyleniu tego wyroku decyzją Naczelnego Sądu Wojskowego z 21.11.1947 r. skazana została wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Krakowie z 30.12.1947 r. sygn..akt Sr 1619/47 na karę śmierci. Filip Musiał. Wyrok w sprawie Stanisławy Rachwał. Zeszyty Historyczne WiN, nr 17. 2002 r.

8    raport CIA oparty na relacji  Niemca b. żołnierz Waffen-SS i więźnia Centralnego Więzienia w Krakowie przy ul. Montelupich - maszynopis w języku angielskim pt. Life And Conditions In MONTELUPICH Prison.  ITEM O. 09439/53 JU 18 Sept I/11247 POLAND

 

9    W historii powojennego więziennictwa w Polsce odnotowano jedyny przypadek w więzieniu w Gdańsku przy ul. Kurkowej w pierwszych dniach lipca 1946 r. kiedy do cel kobiet i mężczyzn skazanych na śmierć za zbrodnie popełniane  w obozie koncentracyjnym w Sztuthofie wchodził funkcjonariusz WUBP Jan Wołkow i wołał: Wy ......wszyscy będziecie wisieć! Po tym incydencie komendant podobozu KL Stutthof  „Wiślanki” poderżnął sobie gardło kawałkiem szkła, a po tym wypadku pięć kobiet przywiązywano na noc do prycz więziennych by nie targnęły się na życie przed publiczną egzekucją, która nastąpiła na wzgórzu Stolzenberg w Gdańsku 4 lipca 1946 r. (Wywiad z Alojzym Nowickim z 30.09.2005 r. w Bochni – zb. S.K.

10    Prawdopodobnie ze względu na pośpiech ominięto w każdym z tych pism wyznanie duchownego. Podczas egzekucji obecni był kapelan więzienny ks. rzym.kat. Marian Stark i pastor Karol Grych.

11     Później w budynku tym urządzono pralnię i archiwum.

12     zob. przypis nr 8

13     W 1948 r. obserwacje meteorologiczne prowadzone były tylko na stacji Obserwatorium Astronomiczne UJ, znajdującej się przy ul. Kopernika. Pomiary dokonywane były trzy razy dziennie: o 6.40, 13.40 i 20.40. 24 stycznia 1943 r. o godzinie 6.40 temperatura powietrza wynosiła – 3,4 stopnia Celsjusza, wilgotności powietrza – 87%, kierunek wiatru wschodni, prędkość wiatru 2 m/s, widzialność 4, zachmurzenie: chmury Ac (Altocumulis), zjawiska atmosferyczne: zamglenie, szron. O godzinie 13.40 temperatura powietrza wynosiła już 3,2 stopnia Celsjusza, wilgotność powietrza spadła na 79%, widzialność poprawiła się na 20, ale nadal utrzymywało się zachmurzenie, wiał  silniejszy wiatr  3 m/s. W nocy z 2w4/25 stycznia spadł śnieg 1 cm. pokrywy śnieżnej.. Informacja IMGW-PIB Kraków dot. 24 stycznia 1948.

14     Stanisław Kobiela.  W jednej celi z komendantem KL Auschwitz. Wywiad z Edwardem Kurtyką. [w: Wiadomości Bocheńskie nr 3/2013 s. 27] zob. www.bochniacy.pl

 

15   Wydarzenia z ostatnich chwili hitlerowskich zbrodniarzy z KL Auschwitz i ich egzekucji i o tym słynnym „kopniaku” opisał niedługo po tej egzekucji prof. Władysław Fejkiel (1911-1995), były więzień - lekarz
z oświęcimskiego rewiru nr 5647  (późniejszy prorektor AM w Krakowie (1963-1965) w niskonakładowej niewielkiej książeczce, a także opowiedział panu Paczyńskiemu, prezesowi Koła Oświęcimskiego w Krakowie. Prof.  Fejkiel nie był obecny przy tej egzekucji, ale mógł znać jej szczegóły od prok. M. Kuleszy lub lekarza więziennego dr Eryka Dormickiego. Pan Paczyński opowiedział mi także historię Kazimierza Szelesta, byłego więźnia KL Auschwitz, który jako powojenny więzień polityczny siedział jakiś czas (do 18 stycznia 1948 r.)
w jednej celi z Arturem Liebehenschlem. Zob. przypis nr 14.

16   Karierę w katowskim rzemiośle rozpoczęła w KL Lichtenburg  jako SS-Aufseherin, od 1939-1942 w KL Ravensbruck była dozorczynią bunkra (obozowego aresztu) a od   do SS-Oberaufseherin),  od l. 1942-1944
w KL Auschwitz jako SS-Lagerführerin

17   Ks. dr Marian Stark  był kapłanem  Zgromadzenia Księży Misjonarzy, doktorem  teologii moralnej Uniwersytetu Warszawskiego, ojcem duchownym w Łacińskim Metropolitalnym Seminarium Duchownym we  Lwowie, profesorem teologii moralnej w Instytucie Teologicznym Księży Misjonarzy w Krakowie
 i w Wyższym Seminarium Diecezji Gorzowskiej i w Gościkowie-Paradyżu. Zmarł 30 października 1984 r.

18   Andrzej Gass. Rudolf Hőss, komendant Auschwitz na szubienicy – Fokus-Historia 6.02.2008,zob. historia.focus.pl/wojny/Rudolf-hoess-komendant-auschwitz-na-szubienicy-214

19    O tych  niemal jednoczesnych okrzykach opowiedział mi w 1985 r. prok. Jan Brandys w czasie wywiadu, który posłużył do artykułu mojego i Przemysława Koniecznego pt. To był rzetelny proces , który ukazał się na łamach tarnowskiego TEMI w nr z 27 stycznia 1985 r. Jan Brandys, oskarżyciel w procesie krakowskim załogi KL Auschwitz-Birkenau nie był świadkiem tej egzekucji, ale dowiedział się o tych okrzykach od obecnego przy egzekucji prok. M. Kuleszy, a także od prok. J. Pęchalskiego. Te dwa okrzyki, podobnie jak protokoły
z wykonania wyroku potwierdzają, że powieszenie tej  pierwszej piątki skazańców było jednocześnie lub
w odstępie kilku sekund.

20    Paul Szczurek był obywatelem polskim, narodowości niemieckiej, urodził się w Królewskiej Hucie (obecnie Chorzowie) na Górnym Śląsku, był hutnikiem i podoficerem WP do 1939 r. Od 1940 r. w SS. (w tej samej miejscowości urodził się Oswald Kaduk, skazany na dożywocie w Ii procesie załogi  KL Auschwitz-Birnekau
w 1965.)

21     w zbiorach Aresztu Śledczego przy ul. Montelupich w Krakowie,

22    zob. przypis nr 8

23    Stanisława Rachwałowa podała nieco inną charakterystykę Aumeiera: nos cienki spiczasty, oczy ponure, brwi małe, oczy brązowe, pałąkowate nogi. kraczący głos, mówi z bawarskim akcentem i z dużym temperamentem.

24     Przekazywanie ciał więźniów na których wykonano wyrok śmierci do celów dydaktycznych ma kilkusetletnią tradycję. Rozporządzenie Ministra Opieki Społecznej o chowaniu zmarłych i ustalaniu przyczyny zgonu z 1933 r. w niezmienionej formie obowiązywało do 1948 r. Znowelizowane zostało w 1959 r. i  nadal obowiązuje.

25  Wydzielenie wydziałów medycznych i przekształcenie ich w akademie medyczne nastąpiło w Warszawie, Krakowie i kilku innych ośrodkach uniwersyteckich dopiero w 1950 r. W Gdańsku Akademia Medyczna powstała w 1945 r., a w Białymstoku w 1948 r. W Krakowie do AM dołączono Wydział Farmacji, który był częścią Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego UJ.

26    4 lipca 1946 r. tuż po publicznej egzekucji przywieziono do Zakładu Anatomii i Neurobiologii Katedry Anatomii AM w Gdańsku ciała 11 straconych na Stolzenbergu zbrodniarzy: Johana Paulsa, Jana Breita, Tadeusa Kopczyńskiego, Wacława Kozłowskiego, Józefa Reitera, Franciszka Szopińskiego, Jenny Barkmann,, Ewy Paradies, Elisabeth Becker, Wandy Klaff i Gerdy Steinhoff, ale jako anonimowe z adnotacją: Więzień wyrok. Powieszenie g. Stolzenberg, Zostały one udostępnione studentom do zajęć z anatomii w październiku 1946 r. Marek Orski. Zbrodniarze obozu koncentracyjnego Stutthof w Więzieniu Karno_Śledczym w Gdańsku w 1946 r. Egzekucja 4.VII.1946. Aktualny stan wiedzy. [w: Więzienie w Gdańsku w systemach represji „Przegląd Więziennictwa Polskiego” nr 46. Warszawa-Gdańsk 2005. Wydanie specjalne s. 133]

27    zob. O miejscach pochówków ofiar komunizmu w Polsce. Z Krzysztofem Szwagrzykiem rozmawia Barbara Polak [w: Biuletyn IPN nr 7/2003 s. 11]


28     W piśmie tym administracja więzienia wykazała wśród 21 zmarłych (tj. straconych): pięciu bezwyznaniowych (Aumeiera, Jostena, Krausa,Szczurka i Götzego), dziesięciu wyznania ewangelickiego, jednego bogowiercę Buntrocka i ośmiu rzymskokatolickiego, wśród nich Grabnera, Brandl i Marię Mandel. Ta ostatnia w chwili przybycia do więzienia zadeklarowała się najpierw jako bezwyznaniowa, potem twierdziła, że wyparła się wiary podczas bombardowania Mühldorfu i stała się bogowiercą (Gottgläubig), a w kolejnej rozmowie z sędzią śledczym Janem Sehnem wyjawiła, że się nawróciła. Dla nieorientującej się administracji więziennej bogowierca (Gottglaubig) uznawany był jako wierzący w Boga, a więc katolik. Niemiecki Ruch Wiary był okultystycznym ruchem religijnym w III Rzeszy, mieszanką hinduizmu i germańskich wierzeń. Symbolem jego było słońce, a na obrzędy składały się ideologiczne kazania, przesycone nienawiścią do chrześcijaństwa przy muzyce Wagnera. Ruch ten popierał Himmler, a zwolennicy tego ruchy nazywali się „wierzący w Boga (Gottgläubig) Narodził się na pocz. lat 30. XX w. w Niemczech.

29    Jedną z tych fotografii żony i córki Carla Mőckla opublikowała Joanna Lubecka w interesującym artykule Dwa światy w więziennych teczkach,  Biuletyn IPN nr 8-9/2011 s. 147

30   Karty zgonu zbrodniarzy z KL Auschwitz znajdują się w archiwum Zarządu Cmentarza Rakowickiego
w Krakowie

31    dr  hab. Tomasz Konopka kierownik Zakładu Medycyny Sądowej Coll.Med. UJ przeprowadzał sekcję zwłok gen. Władysława Sikorskiego, brał udział w ekshumacji żołnierzy AK zamordowanych przez NKWD w Turzy koło Rzeszowa, w poszukiwaniach zwłok żołnierzy zgrupowania „Bartka”, zamordowanych przez UB, przeprowadził analizę sądowo-lekarską 15 szkieletów mężczyzn i kobiet zamordowanych w mordzie rytualnym, a odnalezionych w Koszycach  w Małopolsce z symetrycznymi, czterostronnymi obrażeniami każdej z czaszek, rozwiązując zagadkę mordu rytualnego sprzed kilku tysięcy lat z okresu kultury amfor kulistych. Opracował
i opublikował materiały archiwalne Zakł. Med. Sąd. Z lat 1945-1947 dokumentując walkę zbrojnego podziemia z władzą komunistyczną, a wspólnie z Pawłem Kwaskiem i Maciejem Bochenkiem napisał znakomitą pracę „Okupacja Krakowa 1939-1945 w protokołach sekcyjnych Zakładu Medycyny Sądowej”.

32     listw zbiorach autora. Dr Tomasz Konopka pisze, że tylko w 1933 r. zdarzył się jedyny przypadek, że po straceniu skazańca , na którym wykonano wyrok śmierci ciało wisielca dostarczone została do Zakładu Medycyny Sądowej. Z księgi inwentarzowej wynika, że z ciała wisielca wypreparowano szkielet, który służył
do celów dydaktycznych przez prawie 50 lat, a do podstawki przybite były rękawiczki w których kat wykonał wyrok. W Zakładzie Anatomii Opisowej natomiast zapotrzebowanie na ciała ludzkie dla celów dydaktycznych było wielokrotnie większe. W budynku ZAO znajduje się kilkanaście sal prosektoryjnych i w każdej powinny znajdować się jedne zwłoki.

33    prof. Jan Kot skazany w tym procesie trzykrotnie na karę śmierci, przeniesiony został do więzienia we Wronkach, zwolniony w marcu 1957 r. Zmarł w Bochni w 1992 r.

34   Jerzy Ludwikowski (12.03.1927 - 17.10.2013)  lekarz medycyny, internista, żołnierz NOW-AK ps. Kmicic”, „Stefan”, odz. Krzyżem AK, medalem WP z Londynu,  w czasie okupacji kolportaż prasy konspiracyjnej w l. 1944/45 w OP „Szczerbiec”, udział w akcji na Feldkasse w Nowym Wiśniczu. Po wojnie nieujawniony, studiował medycynę na UJ, aresztowany, dyplom lekarza uzyskał w 1964 r. Pracował w Szpitalu Pow. w Bochni, był kier. Ośrodka Zdrowia w Nowym Wiśniczu. Odznaczony  Krzyżem AK, medalem WP z Londynu,  Krzyżem Kawalerskim Polonia Restituta, Herkulesem Wiśnickim, honorowy obywatel Nowego Wiśnicza. Członek Towarzystwa Miłośników Wiśnicza, wiceprezes Światowego Związku Żołnierzy AK o/Bochnia. Pierwszy wywiad przeprowadziłem 3 maja 1995 r. w Nowym Wiśniczu. Zob. Stanisław Kobiela. Tajemnice lekarza [w: Wiadomości Bocheńskie nr 4 (31) 1996s.11-13 i 21-25]

35  Katarzyna Kosiorowska Kociaki to masa roboty - wywiad ze znanym fotografem Wojciechem Plewińskim
pt. Kociaki to masa roboty opublikowany w Dużym Formacie „Gazety Wyborczej” (wydanie internetowe) 17.06.2012 r. www.wyborcza.pl/duzy format.


Back to top